czwartek, 25 sierpnia 2011

Porównanie cracków Lovley i Butterfly + wizyta w Yves Rocher.

Cześć, kochane! Dzisiaj obiecane porównanie cracków, które ostatniowpadły w moje ręce. Oto one:


Po lewej stronie znany chyba wszystkim crack z Lovley nr 07, po prawo Butterfly, numerku nie widzę. Butterfly ma przewagę pojemności o 1 ml.
Efekty?



Jak widzicie efekty na pazurkach są zupełnie inne. Lovley u mnie spisuje się
cudnie, dokładnie tak jak bym chciała. Fajnie odkrywa lakier bazowy, a wszystko tworzy zadowalającą całość. Butterfly to jakaś pomyłka. Mało pęknięć, przez co baza prawie niewidoczna. Aplikacja w oby dwóch przypadkach bezproblemowa. Lovley zasycha i pęka dużo szybciej.
Cena taka sama, różnica może 20 groszy.

Z góry przepraszam za ohydny manicure, ale specjalnie chciałam
pokazać Wam trwałość lakieru  Safari (po 3 dniach).


Przedwczoraj w końcu pojechałam wykorzystać kupon w Yves Rocher.


Oto co wpadło w moje ręce: 


Maseczka miętowa zwężająca pory oraz pogrubiający tusz do rzęs.
Od dawna takiego szukałam, wydłużenie rzęs w moim przypadku jest zbędne.

Do zakupów dostałam gratisy:



Gazetkę, ulotkę promocyjną oraz kopertę wypełnioną próbkami.
Postanowiłam też założyć sobie kartę stałego klineta - od razu dostałam punkty na start.
To na tyle, dzióbki :)  Lecę robić pazurki, a potem na kurs makijażu (chyba, że znowu mi odwołają..). Miłego dnia! 
Ewu ;)

22 komentarze:

  1. lakiery colour alike dostępne są na stronie:
    http://sklep.barbra.pl/produkty.php?id_kategoria=5&id_kat_show=1174&id_kat=1174

    czasami można je też znaleźć w małych drogeryjkach, ale o to raczej ciężko.
    jeszcze jakiś czas temu przesyłka kosztowała 7zł, także przy zamówieniu jakimś większym czy z koleżanką nieźle się opłaca.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, mysze się skusić na coś z Yves Rocher:).
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. a mi lovely totalnie nie lezy, zasycha na pędzelku, po 3 paznokciach aplikacja jest do kitu i nieźle się namęczyłam żeby zrobić obie łapki ;p kurcze, może trafiłam na pechową sztukę? :(

    a Yvesa odiwedxzam tylko jak obok niego jestem, ale czekam na wypłatę, może wtedy na coś się skuszę bardziej konkretnego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Monika: Może trafiłaś na pechową sztukę, ale nic nie wiadomo, ja swojego pękacza użyłam na 3 paznokcie dopiero, bo jeszcze nie robiłam nowego manicuru, tylko swatcha na próbę, żeby pokazać tutaj.

    OdpowiedzUsuń
  5. lovely jest super :> mój efekt jest taki jak u tego drugiego nie podoba mi się ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Faktycznie jest różnica między nimi. Biały pękacz z Essence też jest podobno beznadziejny!

    OdpowiedzUsuń
  7. rzeczywiście lovley wygląda dużo lepiej :) a ja mam swój pękacz z jakiejś wgl nieznanej firmy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. rzeczywiście Lovley przepiękny ;) bardzo mi się podoba ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Aż wstyd się przyznać ale jeszcze nie posiadam pękacza :P Jakoś zawsze było coś ważniejszego od niego :) A Lovley faktycznie robi wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jaki cudny ;DD
    Bardzo mi się podobają te lakiery ;DD

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam jeden i drugi lakier i zgadzam sie w 100% :D

    OdpowiedzUsuń
  12. ten lovely zdecydowanie lepiej się spisuje;)

    OdpowiedzUsuń
  13. jak tylko wrócę na studia muszę się zakręcić koło sklepu YR :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja już niedługo kupuje taki lakierek :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. widzę, że sweter każdemu się podoba, moje serce ukrał jak zobaczyłam go ze stolika w kawiarni i pognałam do sklepu :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Lovely robi fajny efekt :) ja mam czarny pękacz Salamandra Vipera,i jest świetny! (mam fotkę na blogu)i co ważne,nie trzeba go już malować bezbarwnym lakierem po wierzchu bo nie jest taki kredowy i matowy jak inne pękacze (pękaczy mam już 5 )

    OdpowiedzUsuń
  17. Jakoś nie lubię pękaczy, ale u ciebie to fajnie wyglądają Oba:)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. muszę się zaopatrzyć w ten pękający lakier, daje fajny efekt ;D

    OdpowiedzUsuń
  19. też mam lovely, jestem zadowolona z efektu jaki daje :)

    OdpowiedzUsuń
  20. u mnie butterfly lepiej się spisał niż lovely ;)

    OdpowiedzUsuń