poniedziałek, 10 lipca 2017

Suplementy #1 - DeKavit D3 + K2

Hej dziewczyny :) Postanowiłam wprowadzić na bloga serię o suplementach. To dość kontrowersyjny temat, ale jednak dużo z Nas używa ich w calu poprawy stanu cery, czy też włosów. Ja poza suplementami "beauty" biorę także kilka innych, bo nie tylko o urodę, ale i o zdrowie trzeba dbać. Dzisiaj zapraszam Was na krótką recenzję suplementu diety DeKavit, czyli połączenia witaminy D3 i K2.


Głównym zadaniem tego produktu jest wspomaganie utrzymania zdrowych kości u osób dorosłych. Witamina D3 pozwala na lepszą wchłanialność wapnia oraz fosforu, które z kolei wpływają na prawidłową mineralizację kości. Powstaje ona w naszym organizmie podczas kontaktu z promieniami UV. Jeżeli macie bóle kostno-mięśniowe, choroby przyzębia, niesmak i pieczenie w jamie ustnej oraz zaburzenia widzenia to może wskazywać na niedobór witaminy D.

Witamina K2 nie jest wytwarzana samodzielnie przez organizm, więc należy jej do niego dostarczać (pokarm, suplementy). Pomaga ona w utrzymaniu zdrowych kości oraz wspomaga krzepnięcie krwi. 

Te dwie witaminy stosowane razem działają dużo lepiej i efektywniej.


Kapsułki są spore, ale dzięki opływowemu kształtowi łatwo je połknąć. Jeśli natomiast nie lubicie dużych tabletek to możecie wysypać proszek z kapsułki na łyżeczkę i tak go spożyć. Jest to też opcja dla wegetarian, ponieważ osłonka jest zrobiona z żelatyny wieprzowej. Zaleca się, aby dorosła osoba spożywała nie więcej jak 1 tabletkę na dobę. 

O efektach w poprawie stanu moich kości nie jestem w stanie zbyt wiele Wam napisać, bo ciężko mi to sprawdzić, natomiast ważne jest, że suplement DeKavit nie wywołał u mnie reakcji alergicznej, czy też wymiotów. Opakowanie starczy Wam na miesiąc :)

Dajcie znać jakie suplementy przyjmujecie na co dzień! 




Pozdrawiam,
Ewu ;)

czwartek, 15 czerwca 2017

Ecocera, puder ryżowy - recenzja

Od jakiegoś czasu walczę z moją cerą (przyczyny hormonalne), która postanowiła nieco zwariować. Oczywiście problem leży wewnątrz organizmu i to nad nim pracuję, aczkolwiek jakoś muszę sobie radzić również od zewnątrz. Pomijając wypryski moja skóra zaczęła się dość szybko przetłuszczać i świecić. Poszperałam w internecie i sporo pozytywnych opinii zebrał puder ryżowy Ecocera. Postanowiłam dać mu szansę i sprawdzić, czy faktycznie dobrze matuje skórę i nie przesusza jej.


Produkt zamknięty jest w poręcznym opakowaniu o prostej szacie graficznej. Dodatkowo wyposażone jest ono w sito i gąbeczkę, które ułatwiają stosowanie produktu. Pojemność to 15g, a cena waha się od 14 do 19zł. Ja swój produkt zamawiałam na stronie ezebra.pl


Sam produkt przyjemnie pachnie (niewyczuwalne na skórze) oraz ma białą, aksamitną w dotyku konsystencję. Po nałożeniu na twarz produkt zmienia się w transparenty, a więc nie bieli. Nie tworzy także płaskiego matu, ani efektu maski, którego nieco się bałam. Dobrze współgra z większością podkładów i jest szalenie wydajny! (Podkłady z którymi testowałam puder to: Rimmel match perfection, Catrice HD, Rimmel stay matte).


Działanie produktu oceniam bardzo dobrze! Faktycznie pozostawia buzię zmatowioną na długie godziny, a przy tym nie zapycha jej. Oczywiście u mnie i tak wchodzą w grę delikatne poprawki w ciągu dnia, ale patrząc na fakt, że makijaż wykonuję przed 7 rano to o tej 16 cera ma już prawo delikatnie się świecić (u mnie głównie są to skrzydełka nosa). Niestety zauważyłam niewielki minus tego kosmetyku, a mianowicie przesusza on nieco moją buzie i podkreśla suche skórki. Nie jest to nie wiadomo jakie przesuszenie, bo ja dopatrzyłam się go dopiero przy lusterku powiększającym, aczkolwiek nigdy nie miałam takiego kłopotu. Wydaje mi się, że jest to podobny problem, który występuje przy stosowaniu pudru Anti shine z Kryolanu. Mimo to nadal będę używać kosmetyku Ecocera, ale już nie na co dzień :) Myślę, że najbardziej zda on egzamin na imprezy okolicznościowe lub w napięte dni, kiedy wiem, że będę poza domem 15-16h.

Pozdrawiam,
Ewu ;)



wtorek, 18 kwietnia 2017

GlySkinCare, płatki pod oczy ze złotem

Pielęgnacja okolic oczu jest często pomijana i zaniedbywana podobnie jak pielęgnacja dłoni. Jednak warto wiedzieć, że to właśnie tam najłatwiej o pierwsze oznaki starzenia.. Ja należę do typu osób zabieganych, którym na wszystko brakuje czasu. Nie oszukujmy się - każdy ma taki dzień, kiedy odpuszcza sobie dbanie o skórę w zamian za szybsze wylądowanie w łóżku :) Oczywiście jest to grzech okropny i sama powtarzam swoim klientkom, że warto codziennie poświęcić swojej skórze te kilka minut, bo systematyczność to klucz do sukcesu...


Produkty do pielęgnacji okolic oczu dostaniemy chyba w każdej możliwej postaci - kremy, żele, płatki, roll-ony, maseczki. Każdy więc znajdzie coś dla siebie. Oczywiście najłatwiej i najszybciej jest sięgnąć po krem lub roll-on, których aplikacja zajmuje chwilę i nie wymaga dużo poświęceń. Ja ostatnimi czasy bardzo polubiłam płatki kolagenowe. Uważam, że każda z kobiet powinna mieć taki zestaw na sytuacje awaryjne ;) Płatki, które testowałam - GlySkinCare ze złotem są dobrze nawilżone, a także odpowiednio wyprofilowane przez co z łatwością dopasowują się do oka. Uwielbiam używać ich jako kuracji - np. przez 4 dni pod rząd (na noc) lub w sytuacjach awaryjnych:
1. Rano na zdradzające zarwaną noc wory pod oczami 
2. Przed wielkim wyjściem w celu nawilżenia i napięcia skóry 

Produkt ze złotem od GlySkinCare działa na prawdę silnie odżywczo na okolicę oczu. Ponad to płatki zmiękczają ją, nawilżają, delikatnie rozjaśniają i redukują niewielką opuchliznę (szczególnie poranną :D). W swoim składzie zawierają m.in. kolagen, aloes, alantoinę, wit. A, C, E, kwas hialuronowy i olejek różany. Warto dodać, że stosując ten produkt najlepiej jest leżeć - mimo, że płatki są dobrze wyprofilowane to lubią się zsuwać niżej. Nie każdy ma czas na taki 20-minutowy relaks w środku tygodnia, ale uwierzcie mi, że warto! :) Produkt nie podrażnia, ani nie uczula, a także nie posiada drażniącego zapachu.

Cena płatków waha się od 7 do 13 zł.

www.diagnosis.pl


Pozdrawiam,
Ewu ;)

poniedziałek, 20 marca 2017

GlySkinCare, odżywczy arganowy krem do twarzy

Witajcie kochane! Po raz kolejny pragnę Wam przypomnieć, że nawilżanie to podstawa pielęgnacji naszej skóry. Nieważne jaką macie cerę - czy naczyniową, czy suchą, czy nawet tłustą - każdą z nich należy nawilżać odpowiednimi preparatami. Dzisiaj przedstawiam Wam prawdziwą bombę odżywczą w uroczym opakowaniu o przykuwającym wzrok kolorze :) Zapraszam do recenzji!


Krem arganowy od GlySkinCare ma na prawdę świetne działanie nawilżająco - odżywcze. W jego składzie znajdziemy między innymi olejek arganowy, olejek jojoba, kwas hialuronowy, witaminę E, masło shea (Parkii butter), żel liści aloesu, pantenol itp. O innych składnikach, które niekoniecznie mnie cieszą wspomnę na koniec posta.


Konsystencja kremu jest dość tłusta i treściwa, aczkolwiek produkt świetnie rozprowadza się po skórze i nie pozostawia tłustego filmu. Wchłania się dłuższą chwilę, ale mi to zupełnie nie przeszkadza. Przyjemny zapach kosmetyku z pewnością umila jego stosowanie :) Ważne jest, iż krem arganowy nadaje się zarówno do stosowania na noc jak i na dzień - pod makijaż. Dobrze współgra z podkładami (testowałam z Catrice HD liquid coverage, Rimmel match perfection, Bell Illumi), nie wpływa na świecenie skóry oraz nie zapycha jej (uwaga w składzie znajduje się parafina!)

No, ale czy on w ogóle działa? Czy odżywia, uelastycznia i wygładza skórę tak jak obiecuje producent? Otóż tak! Produkt ma świetne działanie nawilżające, dobrze zatrzymuje wodę w naskórku. Według mnie jest to idealny krem do stosowania porą jesienno-zimową. Buzia faktycznie jest wygładzona, nawilżona i milsza w dotyku (taka jędrniejsza :)).  Mam wrażenie, że kosmetyki kolorowe wyglądają na niej duuuużo lepiej, a suche skórki nie pojawiają się tak często. Produkt GlySkinCare jest bardzo wydajny. Poprzez swoją tłustawą konsystencję potrzeba na prawdę niewielkiej ilości na posmarowanie twarzy, szyi i dekoltu (pamiętajcie, że te 3 partie traktujemy tak samo). Krem arganowy polecałabym przede wszystkim dla skór suchych i mieszanych, niekoniecznie tłustych.


Tak jak wspominałam skład nie jest do końca idealny - choćby patrząc na parafinę oraz parabeny. Pamiętajcie, że parabeny to konserwanty i jeśli znajdują się na samym końcu składu to nie ma tragedii, ale wiadomo, że każda z Nas wolałaby ich tam nie ujrzeć wcale ;) Tak, czy inaczej uważam, że krem arganowy GlySkinCare jest godny polecenia. 


www.diagnosis.pl


Pozdrawiam,
Ewu ;)

poniedziałek, 6 marca 2017

Zakupy - ezebra.pl, rossmann, biedronka

Dawno nie pokazywałam Wam żadnych zakupów, a więc czas najwyższy to nadrobić. Też macie tak, że jak Wam się coś kończy to wszystko na raz? Mi dosłownie z dnia na dzień ubyło podkładu, pudru, korektora, tuszu do rzęs, a gąbeczka aż prosiła się o wymianę. Podczas codziennej bieganiny nie zauważałam, kiedy te produkty sięgnęły dna. Postanowiłam więc złożyć zamówienie w mojej ulubionej drogerii internetowej - ezebra.pl. Przesyłka dotarła do mnie już po 2 dniach, a więc bardzo się ucieszyłam i zabrałam za testy sławnych i polecanych kosmetyków.


Zanim przejdę do kolorówki to muszę wspomnieć o 3 produktach do pielęgnacji, w które się zaopatrzyłam. Płyn micelarny BeBeauty w dużej pojemności to bardzo opłacalny interes. Do tej pory używałam wersji niebieskiej (nawilżającej), a teraz postanowiłam spróbować różowej (do skóry wrażliwej). Kolejny zakup to jagodowy żel pod prysznic BeBeauty. Zdecydowanie przyciągnął mnie om szatą graficzną, ale zatrzymał zapachem - ah, już czuć wiosnę :) Ostatnia rzecz do pielęgnacji to niewielki gadżet z Rossmanna - silikonowa myjka do twarzy. Powiem szczerze, że nie jest ona wg mnie najwygodniejsza i najpraktyczniejsza w użyciu, ale trzeba przyznać, że dobrze domywa skórę z pozostałości łoju i makijażu. Oceniam ją 7/10 :)


No i moje zamówienie ze strony ezebra.pl :) Pierwsze co wpadło mi w oczy to podkład Catrice HD liquid coverage (02). Skuszona wieloma pozytywnymi opiniami bez wahania wrzuciłam go do koszyka. Najjaśniejszy z dostępnych w sklepie odcieni to 02, ale po obejrzeniu swatchy w internecie stwierdziłam, że będzie dla mnie idealny na porę wiosenno-letnią. Testy już trwają :) Kolejny sławny produkt z tej samej firmy to płynny kamuflaż (01). Cieszyłam się, że zdobyłam najjaśniejszą wersję. Puder ryżowy Ecocera (wiecie, że wyszłą wersja prasowana tego produktu?:)) również zdobywał wiele pozytywnych opinii, a jego cena jest bardzo przystępna. Mam nadzieje, że i moją skórę zmatowi na długie godziny. Podkład w kompakcie Manhattan (01 naturelle) zakupiłam "przy okazji", ponieważ był w dużej promocji, a ja uwielbiam tą firmę. Przecież kosmetyków nigdy dość.. ;) Gąbeczka, po którą sięgnęłam skusiła mnie kształtem oraz ceną. Póki co przekonuję się do niej i próbuję nauczyć używać... Niby to gąbka jak każda inna, a jednak dużo różni się od mojej ulubionej z W7. Tusz do rzęs Golden Rose Miracle lash był mi dotąd nieznany, dlatego też postanowiłam po niego sięgnąć. Silikonowa szczoteczka jest dla mnie dodatkowym atutem produktu, to właśnie je moje rzęsy lubią najbardziej. 

Dajcie znać co Wy ostatnio upolowałyście i czy coś z moich zakupów jest Waszym ulubieńcem :)

Buziaki,
Ewu ;)

niedziela, 19 lutego 2017

Kosmetyczni ulubieńcy ostatnich tygodni - Inglot, Wibo, Manhattan, Yves Rocher, Elgon i inne.

 Dawno nie wspominałam o aktualnych ulubieńcach w mojej kosmetyczce, a pojawiło się ich w ostatnim okresie całkiem sporo. Zarówno z pielęgnacji jak i z kolorówki przetestowałam masę nowych, dotąd nieznanych mi produktów. Oczywiście niektóre z nich już od dawna podbijają internet, ale jak na początkującą minimalistkę przystało - próbowałam najpierw zużyć zapasy, a potem dokupować nowe kosmetyki (no, chyba że zdarzyła się jakaś kusząca promo, której trudno się oprzeć ;)). Zapraszam do przeglądu ulubieńców z ostatnich tygodni (nawet dwóch miesięcy).


 Inglot, pudry do konturowania HD (505 i 503) - ostatnio odkrywam markę Inglot i zakochuję się coraz bardziej! Do przetestowania pudrów konturujących skłoniłyście mnie Wy. Chłodny odcień brązera, który ani trochę nie wpada w rudo-ceglasty to było moje marzenie - i udało się. Kolor 505 idealnie pasuje do mnie i mojej urody (a zaznaczam, że u wielu osób sprawia wrażenie brudnej twarzy, zatem najpierw przetestujcie go w salonie, a potem kupujcie). Moim zdaniem produkt ten idealnie, lecz nienachalnie konturuje twarz. Łatwo się blenduje, nie tworzy plam. Natomiast kolor 503 to bardzo jasny puder do rozświetlania np. okolicy pod oczami. Powiem szczerze, że tutaj oczekiwałam czegoś więcej, aczkolwiek efekt rozświetlenia jak najbardziej jest. Ponad to kosmetyk utrzymuje korektor (właśnie pod oczami) przez cały dzień.


 Manhattan, puder 2w1 (15 porcelain) - ten produkt wrzuciłam do koszyka trochę z braku laku, został jako jeden z nielicznych jasnych pudrów w kamieniu na słynnych promocjach w Rossmannie. Jak się okazało jest to kosmetyk 2w1, którym można budować krycie. Ja jestem nim szczerze zachwycona! Puder świetnie matuje twarz i faktycznie kryje. Kiedy moja cera nie wymagała nałożenia podkładu to używam tylko pudru Mahnattan, który spisywał się super. Trzyma mat na twarzy bardzo długo, nie waży się i nie zbiera. Oczywiście podczas kataru i mnóstwa suchych skórek podkreślił je, ale jeszcze nie znalazłam takiego, który by tego nie robił. Kosmetyk nie zapchał mojej skóry.
 Rimmel, podkład match perfection (010 light porcelain) - to kolejny ulubieniec pod względem krycia i matowego efektu utrzymującego się długo na mojej twarzy. Podkład mimo, że dość dobrze kryje to nie tworzy efektu maski. Moja cera długo się nie świeci i wygląda dobrze. Ponad to kosmetyk ma faktycznie jasny kolor bez różowych tonów i nie zapycha porów. Dzięki pompce aplikacja jest czysta, szybka i przyjemna. Na pewno kupię kolejne opakowanie!


 Wibo, lip define penicil (02) - na tą konturówkę do ust namówiła mnie własna ciocia i bardzo jej za to dziękuję! Produkt ma idealny kolor na codzień - brudny róż, ale z żywymi tonami (swatch na zdjęciu poniżej). Ponad to konturówka jest nie za miękka i nie za twarda, po prostu idealna! Z łatwością obrysowuję nią usta i wypełniam środek. Trzyma się dobrze, kilka godzin z piciem i nieznacznym jedzeniem (tłustego obiadu raczej nie przetrwa ;)). Używam jej namiętnie i inne produkty poszły póki co w odstawkę ;)


 Inglot, cielista kredka na linię wodną (05) - długo nie wierzyłam, że jakakolwiek kredka utrzyma się na mojej linii wodnej choćby 30 minut (na metodę z korektorem-kamuflarzem jakoś nie potrafiłam się zdecydować) dopóki nie poznałam tego cuda od Inglot! Kredka nie jest wybitnie tania (35zł), ale warta każdej złotówki! Jej kolor jest idealnie cielisty, a nie chamsko biały (swatch na zdjęciu powyżej). Produkt jest miękki, przyjemny dla oka. Wydajność oczywiście ogromna! No i przejdźmy do najważniejszego, czyli trwałości. Moi drodzy sama nie dowierzałam, ale TAK! Ten produkt trzyma się na mojej linii wodnej niemal cały dzień! 10h to dla niego żaden wyczyn (rzadko kiedy noszę makijaż dłużej). Jestem oczarowana i zachwycona! Inglot, oby tak dalej :)


 BeBeauty, łagodzący żel-krem do demakijażu - ostatnio nie mogłam znaleźć na Biedronkowych półkach mojego ukochanego żelu do demakijażu (klik klik), a więc sięgnęłam po nowość, do której byłam bardzo sceptycznie nastawiona. Na szczęście okazało się, że moje obawy były niepotrzebne. Produkt ma konsystencje żelo-kremu tak jak obiecuje producent. Pięknie pachnie, nie szczypie w oczy oraz nie uczula. Ponad to idealnie domywa makijaż i zanieczyszczenia z mojej twarzy! Dzięki wygodnej pompce użytkowanie jest szybkie i przyjemne. Koniecznie skuście się na tą nowość :)
 Sylveco, pomadka z peelingiem - moje usta ostatnimi czasy przeszły same siebie. Mnóstwo suchych skórek, zadziorków, szczypanie.. Nie mogłam użyć na nie nic oprócz nawilżającego balsamu, gdyż każda pomadka wyglądała okropnie. Z pomocą przyszła apteka i marka Sylveco. Skusiłam się na pomadkę z peelingiem, która całkiem odmieniła moją pielęgnację ust! Produkt przyjemnie pachnie, a jeszcze lepiej działa! Bazę pomadki stanowiom odżywczy olej z wiesiołka bogaty w NNKT, wosk pszczeli, olej sojowy, wosk carnauba i wiele innych cennych składników, natomiast drobinki ścierające to nic innego jak cukier brązowy. Skład produktu faktycznie przykuwa uwagę i zachęca do przetestowania innych kosmetyków tej marki. Pomadka idealnie peelinguje usta, a jednocześnie nawilża je i pozostawia miłe w dotyku, takie tłuściutkie. Obłędne jest to, że cena tego cuda to niecałe 10zł! Hit :)


 Yves Rocher, oliwkowy żel po prysznic oraz oliwkowe mleczko do ciała - Mikołaj wie co lubię i postanowił doposażyć moją łazienkę w te dwa cuda! W dwóch ogromnych i ładnych opakowaniach zamknięte są: żel i mleczko do działa o właściwościach relaksujących. Żel dobrze się pieni, pięknie pachnie, nie wysusza skóry i dobrze ją domywa. Niestety moim zdaniem jest dość słabo wydajny w porównaniu z mleczkiem. No i przejdźmy do niego. Pompka ułatwia sprawę i aż chce się balsamować ciało! Ponad to zapach jest równie intensywny jak w przypadku żelu i utrzymuje się dość długo na ciele. Produkt dobrze nawilża i łagodzi moją skórę. Szybko się wchłania - często używam go także rano przed wyjściem do pracy. Oby dwa kosmetyki poprzez swój piękny zapach faktycznie zapewniają mi aromaterapię, po której czuję się zrelaksowana :) Z pewnością sięgnę po kolejne warianty zapachowe - dajcie znać, które szczególnie polecacie!


 Organic shop, maska do włosów z awokado i miodem - pierwszy raz mam styczność z tą marką, ale powiem Wam, że na pewno nie ostatni. To, co ta maska w przeuroczym opakowaniu robi z moimi włosami to prawdziwa petarda! Nakładam ją na 1-2 min tak jak zaleca producent lub pod czepek na tak długo jak mam czas - od 15 min do 45 min. Po zastosowaniu produktu włosy są nawilżone, nabłyszczone oraz lepiej się rozczesują. Dostałam kilka komplementów o tym jak moje pasma błyszczą, a dodam, że są one bardzo długie i regularnie farbowane :) Kosmetyk ma przyjemny, lecz nienachalny zapach, a jego konsystencja mimo, że treściwa to nieco przypomina mi lekki mus :) Koniecznie muszę zaznaczyć, że maska nie obciąża włosów nawet, gdy trzymam ją długo. Myślę, że inne produkty z tej firmy muszą się niedługo u mnie znaleźć - aż ciekawość mnie zżera! :)
 Joanna Ultra Color System, odżywka do włosów blond, rozjaśnianych i siwych - uwielbiam pielęgnować moją blond czuprynę i podbijać jej kolor. Joanna wysuwa się przed szereg na tle różnych produktów do blondu jakie testowałam (polecam jeszcze serię Balea - klik). Zaletą tych kosmetyków jest na pewno łatwa dostępność oraz cena. Ale na tym nie koniec, bo odżywka ponad to pięknie pachnie i cudownie pielęgnuje moje blond pasma! Nakładam ten produkt dosłownie na chwilę i zaraz spłukuję. Nie dość, że włosy są gładkie, odżywione i miłe w dotyku to jeszcze kolor zostaje mocno podbity. Oczywiście największy efekt uzyskuję wtedy, kiedy użyję jeszcze szamponu z tej serii (klik klik).


 Isana, olejek 2w1 - jak ja się cieszę, że trafiłam na ten kosmetyk! Oczywiście skusiło mnie opakowanie, ale na zawartości wcale się nie rozczarowałam. Produkt ma za zadanie poprawiać wygląd końcówek naszych włosów, co oczywiście robi, a ponad to nie obciąża ich. Nakładam go zawsze na suche lub prawie suche włosy (końcówki). Druga rola produktu to ochrona przed wysoką temperaturą. Niestety nie jestem w stanie sprawdzić, czy to działa, a poza tym wolałabym taki kosmetyk nakładać na całe pasma, a nie tylko końcówki (bo rzecz jasna, że olejek Isana nie nadaje się dostosowania na całe włosy). Jednak w zupełności wystarcza mi to, że kosmetyk poprawia wygląd końcówek włosów i nawilża je.
 Elgon sublima, odżywka w sprayu 10w1 - ten produkt pachnie po prostu obłędnie, a działa jeszcze lepiej! Ma kilka zadań m.in. chronić przed wysoką temperaturą (tutaj w przeciwieństwie do Isany spryskuję prawie całe włosy, omijam tylko skalp), ułatwiać rozczesywanie, dbać o kolor, zapobiegać puszeniu i zwiększać objętość. Nie zgodzę się jedynie z ostatnim stwierdzeniem, ale muszę dodać, że moje włosy są długie i cięzkie i raczej nic nie jest w stanie dodać im objętości. Pod resztą zadań podpisuję się i mogę ten kosmetyk polecić. Jego zapach trzyma się na włosach na prawdę długo, co uważam za ogromny plus. Koniecznie przetestujcie :)

Pozdrawiam,
Ewu ;)