niedziela, 24 września 2017

Bielenda > multiwitaminowa esencja 4w1 do skóry mieszanej - mój hit w pielęgnacji twarzy

Odkąd tylko usłyszałam o kosmetykach typu esencja to od razu zapragnęłam ich wypróbować. Moda na azjatycką pielęgnacje trwa już spory kawałek czasu, ale typowe dla niej produkty są stosunkowo drogie jak na pierwsze eksperymenty na skórze. Postanowiłam więc zakupić produkt naszej rodzimej marki, którą uwielbiam i która jak najbardziej nadąża za trendami panującymi w kosmetyce :)



 Produkt zamknięty jest w zgrabnej, przezroczystej buteleczce o pojemności 200ml. Prosta szata graficzna bardzo przypadła mi do gustu. Ja wybrałam sobie wersję do cery mieszanej (kolor niebiesko-zielony), ale w ofercie marki znajdziecie także produkty dla cery dojrzałej (kolor fioletowy) oraz wrażliwej (kolor różowy). Kosmetyk ten ważny jest 6 miesięcy od czasu otwarcia, a mi pierwsze opakowanie (teraz jestem w trakcie używania drugiego) starczyło na około 4 miesiące. Cena waha się od 12 do 15zł, a z dostępnością nie ma problemów (Rossmann, internet). Opakowanie esencji ma dobrej wielkości otworek dzięki czemu kosmetyku nie ubywa za dużo. Zaznaczę także, że produkt bardzo ładnie i nienachalnie pachnie.


DZIAŁANIE I SKŁAD
Producent obiecuje, że esencja działa jak krem, maska, tonik i mleczko oczyszczające w jednym. Przyznam szczerze, że ja używam tego kosmetyku właśnie zamiast toniku i prawdę mówiąc nie wierzyłam w pozostałe zastosowania. W składzie produktu znajdziemy między innymi:
> filtrat drożdżowy (Saccharomyces Ferment Filtrate), którego zadaniem jest nawilżanie oraz poprawa elastyczności i sprężystości skóry (działanie przeciwzmarszczkowe)
> kwas glikolowy (glycolic acid), który złuszcza naskórek, wyrównuje koloryt cery oraz zapobiega powstawaniu wyprysków,
> witaminę B3 (niecynamide), która rozjaśnia przebarwienia, poprawia nawilżenie skóry oraz działa antyoksydacyjnie i przeciwzapalnie,
> alantoinę (allantoin), która działa przeciwzapalnie, łagodzi podrażnienia, wygładza,
>małocząsteczkowy kwas hialuronowy (sodium hyaluronate), który nawilża, regeneruje, odmładza i wiąże wodę na naskórku (bardzo dobrze ogranicza TEWL)

Esencję stosuję od maja tego roku. Tak jak wspominałam wyżej używam jej zamiast toniku, czyli po oczyszczaniu cery, a przed nałożeniem serum. Pierwsze efekty zobaczyłam już po kilkunastu użyciach, ale na całkowite działanie kosmetyku trzeba było poczekać. Totalna przemiana mojej skóry trwała od maja do przełomu lipca/sierpnia i to właśnie wtedy nastąpił przełom. Oczywiście na poprawę jej stanu miały wpływ jeszcze inne produkty, ale jestem niemal pewna, że to multiwitaminowa esencja od Bielendy przyczyniła się do tego najbardziej. Dlaczego? Ano, dlatego, że wymienione i opisane wyżej składniki to wszystko, co moja kapryśna cera bardzo lubi. Nowością był jedynie filtrat drożdżowy, który jak możecie się domyślać jest moim nowym odkryciem. 

 JAK BYŁO WCZEŚNIEJ?
Moja cera od kilku lat płatała mi niezłe figle. Raz było lepiej, raz gorzej, ale niestety z naciskiem na to drugie. Próbowałam wielu kosmetyków, wielu zabiegów, ale na dłużej niż 2 tygodnie nie pomagało zupełnie nic. Moja skóra twarzy była ściągnięta, a jednocześnie mocno przetłuszczała się w strefie T. Ponad to posiadała dużo zaczerwienień (policzki, nos) oraz większe wypryski, których końca nie było widać (były to głównie duże i bolesne zmiany zapalne).

EFEKTY PO 3 MIESIĄCACH
Tak jak wspominałam na całkowite efekty musiałam poczekać dobre 3 miesiące przy regularnym stosowaniu esencji (2 razy dziennie). Przez pierwszy tydzień niemal idealnego stanu mojej cery nie wierzyłam, że może to potrwać dłużej niż 2-3tygodnie. Na szczęście zadowalający mnie efekt towarzyszy mi od początku sierpnia i mam nadzieje, że zostanie ze mną na dłuuuugi czas. Jakie zmiany zauważyłam?
> wyrównanie kolorytu mojej cery,
> uspokojenie zaczerwienień skóry,
> wyraźna poprawa nawilżenia,
> brak wyprysków (!!!!!),
> cera gładka, miła w dotyku, wyraźnie oczyszczona

To wszystko na prawdę się stało! Jestem niesamowicie zadowolona z działania multiwitaminowej esencji 4w1. Obecnie zużywam drugie opakowanie produktu, ale myślę, że będzie ich jeszcze całe mnóstwo! Serdecznie polecam Wam przetestowanie tego kosmetyku :) Wiem, że kilka osób narzekało na podrażnienie i zaczerwienienie skóry po zastosowaniu esencji (nie tylko tej do cery mieszanej), ale u mnie nic takiego się nie wydarzyło. Nie wiem jak spisałaby się esencja fioletowa lub różowa, być może kiedyś je przetestuję, ale póki co zostanę wierna właśnie tej błękitno-zielonej :)

Wkrótce pojawi się post o całej pielęgnacji mojej cery i tam wspomnę o kolejnych ulubieńcach, którzy również pomogli mi w ogarnięciu chaosu na twarzy :)

PS - żałuję, ze nie mam dla Was zdjęć przed i po, ale uwierzcie, że w wersji PRZED moja liczba selfie spadła do minimum i chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego... ;)

Pozdrawiam,
Ewu ;)

4 komentarze:

  1. super, gratuluję, te esencje są chwalone ale czegoś takiego się nie spodziewałam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też :D tym bardziej, że jestem raczej wymagającą i surową konsumentką, a tu proszę taka perełka :)

      Usuń
  2. strasznie mnie zachęciłaś do tego produktu :) <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się bardzo :) Szczerze mówiąc aż tak dobrego wrażenia dawno nie zrobił na mnie żaden produkt :) Rewelacja!!

      Usuń